Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 września 2015

WRÓCILIŚMY...

...z wakacji na Majorce. A oto kilka zdjęć na początek.

piękny kolor wody...

urokliwe wejścia do domów...

wieczorem ożywają bary i restauracje...

urokliwe zakątki...

hotel nieduży ale bardzo rozległy a miedzy budynkami przepiękna roślinność...

domy w całej miejscowości pomalowane na biało...

Jaskinia smoka - koniecznie trzeba ją zwiedzić...

Od jutra po trochę, aby Was nie zanudzić, będę opisywać dzień po dniu z pobytu na hiszpańskiej wyspie, co robiliśmy, gdzie byliśmy, co się dowiedzieliśmy...

katedra w Palma de Mallorca...
...a teraz życzę dobrej i spokojnej nocy...
Małgosia W.

niedziela, 20 września 2015

NO TO LECIMY...

...kierunek MAJORKA :))...

 

...do miejscowości Cala D'or.


Co roku dzielimy urlop na wakacje w Polsce i za granicą.
Polska - czerwiec, zagranica - wrzesień. Wyjątek stanowił rok 2014, na wrzesień miałam zaplanowany termin do szpitala, tak więc wakacje odbyły się w czerwcu - grecka wyspa Korfu a w sierpniu nasze polskie morze.
Lot mamy o 20:05 czyli zdążę jeszcze wypić poobiednią kawkę z ciastem karpatka, które na dziś przygotowałam.


Do następnego posta za tydzień... a teraz pędzę kończyć pakowanie.

Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli - Małgosia W.

czwartek, 17 września 2015

WIELICZKA...

...każdy zna, każdy słyszał, nie każdy był... 07 września 2015 r. będąc na comiesięcznej wizycie w szpitalu w Krakowie postanowiłam z mężem zwiedzić okolicę i tak padło na Wieliczkę.
No nie tak od razu, pierwsze plany były spływ Dunajcem ale pogoda nam nie dopisała, poza tym ze szpitala wyszłam ok. 13-tej zanim dojedziemy do flisaków będzie 15-ta, nie wiadomo czy zbierze się grupa 10 osób aby tratwa odpłynęła. Po namyśle...  to co robimy?... padło - WIELICZKA.
Ja jeszcze nie byłam, mój mąż kiedyś jako dziecko.
Z Krakowa do Wieliczki nie jest daleko, zakup biletów i czekanie aż zbierze się grupa 30 osób, inaczej przewodnik nie rusza, chwilkę to trwało. Rozdano urządzenia z słuchawką i ruszamy korytarzami z soli których jest ok. 3 km i tu muszę przyznać się do gapiostwa, kupując bilety (cena 55 zł osoba dorosła), nie wykupiliśmy znaczka aby można było fotografować, jednym słowem GAPA ze mnie a nie potrafię tak na bezczelnego bo i tacy byli.



 Trasa turystyczna, miała trwać ok. 3 godziny, było znacznie krócej. Najpierw trzeba pokonać 380 schodów w dół aby zobaczyć  wykute w soli komory (warto założyć wygodne buty), 

(zdjęcie - internet)

niesamowite podziemne jeziora, 

 (zdjęcie - internet)

solne rzeźby i to wszystko 135 metrów pod ziemią.

 (zdjęcie - internet)

 Na szlaku zwiedza się ponad 20 komór, w tym najpiękniejszą Kaplicę św. Kingi. Kaplica zrobiła na mnie największe wrażenie, przepiękna i nie do uwierzenia, że wszystko z soli, w tym miejscu bardzo, bardzo żałowałam, że nie mogę zrobić zdjęcia.

 (zdjęcie - internet)
 (zdjęcie - internet)
(zdjęcie - internet)
Temperatura pod ziemią wynosi między 14o - 16o C.

 (zdjęcie - moje, tu już można użyć aparatu)
Można zorganizować wesele lub inne przyjęcie, sala przepiękna, nie wiem jak z terminami i ceną? :))

 (zdjęcie - moje, tu już można użyć aparatu)

Na koniec zwiedzania postanowiliśmy zjeść obiad w podziemnej karczmie, a był to bryzol (? - bardzo dobry, choć muszę poszukać przepisu bo pierwszy raz spotkałam się z taką nazwą kotleta), ziemniaki, surówka z buraczków i sałatka z soczewicą (bardzo dobra, muszę wypróbować kiedyś do obiadu - oczywiście pochwalę się przepisem).



 Na powierzchnię wyjeżdża się windą, było trochę ciasno, upchani jak śledzie i po ciemku. Ale nie narzekałam bo chyba bym nie dała radę po tylu schodach wspiąć się na górę.
Oczywiście pamiątki, jak z każdej podróży małej i dużej to:
- kubek




- magnes na lodówkę


Myślę, że jeszcze kiedyś powtórzę tą wycieczkę ale już z aparatem w roli głównej.
Na pewno wiele z Was podziwiało już kopalnię soli a kto nie był ten może kiedyś zajrzy w jej progi. Dla nas jest to kolejna kropka na mapie zaznaczona jako tu byliśmy. Prawda jest taka, że gdyby nie wizyty w szpitalu krakowskim to do Wieliczki chyba bym nie dotarła, dalej byłaby w planach podrużniczych, tak więc należy szukać pozytywnej strony życia we wszystkim :). 

Pozdrawiam - Małgosia W.


wtorek, 15 września 2015

DOSKONAŁY DZIEŃ...

...to tytuł książki do której chciałabym Was zachęcić.


Richard Paul Evans, jest to pierwsza książka którą przeczytałam tego autora. Czytałam ją z zainteresowaniem tym bardziej, że trochę przypomina mi moją historię, a mianowicie pytania:
- co dalej...
- jak ma wyglądać teraz moje życie...
- jak sobie poradzę...
- jak przyjmnie mnie i moją chorobę rodzina...
... w momencie kiedy dowiadujesz się że, masz nowotwór...

Bohater książki dowiaduje się, że jest chory i zostało mu 40 dni życia... i co teraz, jak bardzo zmienia się jego podejście do życia... wierzcie mi w takim momencie cały światopogląd człowieka się zmienia o 360 stopni, to co było ważne nagle staje się mało znaczącą rzeczą, zaczynamy dostrzegać rzeczy które były szarą codziennością a teraz cieszą i są zauważalne, ważny jest każdy dzień, każdy dzień jest DOSKONAŁY... 

"Niezwykła opowieść o uczuciach, przebudzeniu i trudnych wyborach, jakie rzuca nam pod nogi los."

"Ta niezwykła opowieść z ciepłym zakończeniem - będącym niespodzianką - to jedna z tych książek, które się długo pamięta."

"Richard Paul Evans proponuje nam kolejną cudowną opowieść o znaczeniu miłości i rodziny."
Są to recenzje osoób przepisane z okładki książki.

Jeszcze raz zachęcam, ja na pewno sięgnę po kolejne powieści tego autora...

Pozdrawiam i życzę miłego dnia - Małgosia W.

poniedziałek, 14 września 2015

niedziela, 13 września 2015

CAPPUCCINO...

...ciasto do kawy lub herbaty a może ot tak na osłodę życia na dzisiejsze popołudnie.


Ciasto to robiłam już parę razy i bardzo nam smakowało a tym razem jest coś nie tak. Niby dobre, na pewno będzie zjedzone, jesteśmy łasuchami, ale chyba za mało nasączyłam jest trochę twardawe a poza tym użyłam mniejszej blaszki i wyszło za wysokie. No ale nie ma co narzekać, ciacho jest i dzielę się przepisem:



Składniki I:
6 całych jaj
2 szkl. mąki tortowej
3 łyżki kakao
1,5 szkl. cukru
cukier waniliowy
0,5 szkl. oleju
1 proszek do pieczenia

Całe jaja ubić z cukrem, dodać mąkę, kakao, proszek i dokładnie wymieszać, na koniec wlać olej i upiec do tzw. suchego patyczka. Po wystudzeniu podzielić na 2 części.

II. 
20 dkg wiórek kokosowych
2 łyżki mąki ziemniaczanej
5 białek
3/4 szkl. cukru

Białka ubić z cukrem, dodać mąkę i wymieszać z wiórkami, upiec na złoty kolor.

III.
5 żółtek
1/2 szkl. cukru
cukier waniliowy
1/2 l mleka
2 łyżki mąki pszennej
1 budyń śmietankowy

Z podanych składników ugotować budyń.

Następnie będzie nam potrzebne:
1 szkl. kawy cappuccino śmietankowe
1 margaryna

Po wystudzeniu dodać margarynę i cappuccino, wszystko razem utrzeć na jednolitą masę.

Ciasto układamy w następującej kolejności:
biszkopt kakaowy (nasączyć np. kawą rozpuszczalną)
krem
placek kokosowy
krem
biszkopt kakaowy
krem (cieniutko) i na wierzchu posypać startym batonem typu "Grześ" ja użyłam "Prince polo"


Smacznego!!! :)
Milutkiej i słodkiej niedzieli życzę - Małgosia W.

sobota, 5 września 2015

SERNIK...

...gotowany i kardigan, a właściewie ciąg dalszy sweterka na chłodniejsze dni.


Dziś proponuję sernik gotowany bez pieczenia, robi się go dość szybko i jest naprawdę smaczny.


Ja osobiście uwielbiam serniki, jaki by nie był to dla mnie będzie pyszny...
zapraszam na przepis:

Sernik gotowany na herbatnikach:

·         1 kg mielonego sera (może być z wiaderka*)
·         4  jajka
·         250 g masła (1 kostka)
·         1 opakowanie cukru wanilinowego
·         1 szklanka cukru
·         2 budynie waniliowe lub śmietankowe 
·         3/4 szklanki mleka (200 ml)
·         ok. 450 g herbatników
·         polewa czekoladowa
·         wiórki kokosowe (lub płatki migdałowe)

Do garnka o nieprzywierającym dnie dodajemy masło, ser, cukier, cukier wanilinowy oraz wbijamy jajka. Mieszamy i podgrzewamy, ciągle mieszając. Gdy masa się zagotuje rozpuszczamy budynie w mleku i dodajemy do masy. Gotujemy na małym ogniu nie przestając mieszać od dna. Całość powinna zgęstnieć. Gdyby pojawiły się grudki można krótko zmiksować. Blachę o wymiarach ok. 36 cm x 24 cm wykładamy papierem lub folią. Układamy warstwę herbatników. Wylewamy połowę masy (gorącej) i rozsmarowujemy. Przykrywamy drugą warstwą herbatników i wylewamy pozostałą masę. Po wyrównaniu układamy ostatnią warstwę herbatników. Polewamy ciasto polewą czekoladową i posypujemy wiórkami. Wstawiamy do lodówki na co najmniej kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

Smacznego!!! :)


Dziś postanowiłam wrócić do mojego sweterka na chłodniejsze dni.


Zrobiło się chłodniej i na pewno  takowy się przyda a i przy robótkowaniu nie jest tak gorąco. W upalne dni robiłam parę razy podchody aby troszkę drutami pomachać ale się nie dało, za bardzo grzał, tak więc zrezygnowałam z tych dodatkowych stopni ciepełka, ale teraz nie mam nic przeciwko gdy już czuć w powietrzu jesień aby sweterek pokazał co potrafi choć jest jeszcze na drutach.


Tył skończony, przody się robią, jeszcze tylko rękawy i można wieczorami na tarasie jeszcze posiedzieć...


Milutkiej niedzieli życzę i pozdrawiam - Małgosia W.

piątek, 4 września 2015

JABŁKOWY...

...piątek... dziś na obiad nabrałam ochoty na ryż z jabłkami.


 W domu zapachniało smakami dzieciństwa, taki prosty, szybki obiad...


...a przy okazji postanowiłam spróbować zrobić jabłkowe róże na które natknęłam się gdzieś - kiedyś w sieci... pracy wcale nie ma tak dużo, a prezentują się całkiem całkiem, szkoda tylko, że jabłka skórkę miały zieloną, czerwona ładniej by wyglądała...


...pierwsza różyczka przypomina mi bardziej pióropusz, no ale cóż, pierwsze koty za płoty...


...reszta już bardziej podobna do róży...


...tak więc deser udał się...


Pozdrawiam - Małgosia W.

środa, 2 września 2015

SIERPIEŃ...

...za nami, koniec wakacji. Ten czas zawsze kojarzy mi się z jesienią, smutkiem, szarością, sama nie wiem dlaczego bo jesień potrafi być piękna, złota i zachwycać swoim urokiem.
Tegoroczny sierpień będzie kojarzył mi się przede wszystkim z upałami jakie były tj. temperatura nie spadała poniżej 30 stopni a przynajmniej bardzo, bardzo rzadko...


...brak deszczu, wysuszony trawnik i radość dzieci bawiących (szalejących) w ogrodzie...


...z książkami które udało mi się przeczytać i przesłuchać choć chciałabym więcej...



...i oczywiście robótkowo, tu muszę się przyznać, że nie poszalałam, plany planami a życie sobie :((...
1) udało mi się zrobić bransoletkę z koralików, jeszcze nie wiem co z nią zrobię, czy zostawię sobie a może komuś dam na prezent... zobaczymy...


2) udało mi się postawić trochę xxx choć miałam ambitne plany aby więcej posiedzieć nad metryczką, oczywiście jak coś planuję to wszystko idzie w łeb, we wrześniu bez planów, ile się uda tyle będzie ale już dziś widzę, że na 11.X.2015 r. tj. pierwsze urodziny Jasia nie zdążę :((...


...tak było na koniec lipca...


...tak prezentuje się na koniec sierpnia... i jeśli chodzi o robótki to wszystko... był też lampion zrobiony metodą decoupage...


....i czekanie na spadające gwiazdy...


...a także brzoskwinie w ogrodzie i tu muszę przyznać, że brzoskwinka sprawia na wiele radości od pierwszego roku owocuje i z roku na rok ma coraz więcej owoców to jej trzeci sezon...


...i na koniec sierpnia tj. 30.08.2015 r. zakupiliśmy HIBISKUSA...


...o pięknych dużych kwiatach, mam nadzieję, że sprawi nam dużo radości...


...jeszcze nie ma swojego miejsca w ogrodzie, zastanawiam się gdzie go posadzić ale chyba blisko tarasu abym mogła go podziwiać...


Pozdrawiam - Małgosia W.